Wicepremier Denis Manturow poinformował, że rosyjski eksport uzbrojenia osiągnął najwyższy poziom w historii – 70 miliardów dolarów. Tłumaczy to rosnącym zainteresowaniem bronią przetestowaną na froncie w Ukrainie. Władze Kremla nie kryją satysfakcji, mimo że wojna od 2022 roku niesie za sobą ogromne koszty i opóźnienia dostaw.
Wojna napędza popyt, ale spowalnia dostawy
Jak podał Manturow podczas spotkania z Władimirem Putinem, wartość portfela zamówień wzrosła z 55 do 70 miliardów dolarów. W ocenie władz to bezpośredni efekt rosyjskiej agresji na Ukrainę, określanej przez oficjalną propagandę jako „specjalna operacja wojskowa”. „Technologia reklamuje się sama” – powiedział wicepremier, wskazując, że sprzęt sprawdzony na froncie budzi zaufanie zagranicznych kontrahentów.
Jednocześnie zaznaczył, że trwająca wojna wymusza opóźnienia w realizacji zagranicznych kontraktów, ponieważ priorytetem pozostają potrzeby armii rosyjskiej. „Mamy mnóstwo próśb” – dodał – „ale najpierw realizujemy zadania Ministerstwa Obrony”.
Broń z Rosji wciąż znajduje nabywców
Największe zainteresowanie budzą systemy obrony powietrznej, lotnictwo wojskowe, wyrzutnie rakietowe, drony i systemy walki elektronicznej. Manturow przekonuje, że popyt wciąż rośnie, a Rosja – mimo międzynarodowych sankcji – umacnia swoją pozycję na rynku zbrojeniowym.
Taka narracja doskonale wpisuje się w szerszy obraz rosyjskiej propagandy, która od początku wojny próbuje pokazać, że państwo Putina nie tylko się nie załamuje, ale wręcz wzmacnia. Choć za kulisami toczy się inna walka – o dostępność komponentów, terminy realizacji i wiarygodność – na użytek wewnętrzny przekaz jest jasny: Rosja nie tylko walczy, ale również zarabia.