Zakończony na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej eksperyment Wireless Acoustics potwierdził, że technologia z Polski nie tylko wytrzymuje warunki orbitalne, ale też je diagnozuje. Mierniki firmy Svantek wykazały, że hałas na ISS to realne zagrożenie – nie tyle chwilowe, co permanentne.
Hałas, który nie milknie
Stacja Kosmiczna to zamknięty świat złożony z pracujących bez przerwy urządzeń – wentylatorów, pomp, komputerów. Testy wykazały, że poziom hałasu na ISS sięga 70 dB w ciągu dnia, a nocą nie spada poniżej 50–60 dB. To nie są liczby abstrakcyjne – to poziom, który w biurze uznaje się za niekomfortowy, a na orbicie… nigdy się nie kończy. Właśnie ta ciągłość staje się kluczowym zagrożeniem dla zdrowia astronautów.
Nowa generacja, nowa jakość
W eksperymencie użyto pięciu urządzeń: osobistych dozymetrów, sonometrów i kalibratora akustycznego. Nowe modele – mniejsze, dokładniejsze i pozbawione kabli – zostały lepiej ocenione przez samych astronautów. Urządzenia przesyłały dane przez Bluetooth, były łatwiejsze w obsłudze i bardziej komfortowe w użytkowaniu, również podczas snu. Co ciekawe, po powrocie na Ziemię wykazywały niższy poziom szumów własnych niż przed lotem.
Polski sprzęt, kosmiczne standardy
Technologia Svantek musiała spełnić wyśrubowane normy Europejskiej Agencji Kosmicznej – i zrobiła to bezbłędnie. Sprzęt nie tylko działał bez zakłóceń, ale ujawnił też techniczne paradoksy mikrograwitacji, jak błędne wskazania czujników ruchu. Udział w misji IGNIS nie tylko potwierdził wysoką jakość polskich rozwiązań – stał się też symbolem ich miejsca w globalnym przemyśle kosmicznym.